ROTOR Olsztyn 2011
W tym roku niestety nie udało mi się wygospodarować czasu na tę świetną imprezę – kończę pomału budować Skodę 120S i hasło „wolny czas” stało się pojęciem przejściowo nieznanym. Był na niej za to nasz dobry kolega – ob. Kopecki – i jemu chciałby oddać w tej chwili głos…
Jakub Nowakowski
Rajd „Rotor” to już symbol dla prawdziwych miłośników zabytkowych motocykli – i tych przedwojennych i tych z okresu PRL-u. Tegoroczna 35-ta edycja odbyła się w dniach 16-19 czerwca w miejscowości Mierki pod Olsztynem. Impreza ta może pochwalić się bardzo długą tradycją i zaliczana jest do MPPZ. Z racji swej rangi i wyjątkowych pojazdów biorących w niej udział nie wypadało na niej nie być.
W czwartkowy poranek pogoda dopisywała więc w „mgnieniu oka”, pędząc z zawrotną prędkością 60 km/h przez Kalinówkę Kościelną ,Mońki, Grajewo, Szczuczyn, Pisz i Szczytno docieramy, wraz z białostocką ekipa, około godziny 16-tej do bazy Rajdu. Nie obyło się bez przygód – mając zaledwie 40km do celu naszej podróży, niezawodne do tej pory BMW R12 Andrzeja odmawia posłuszeństwa – uszkodzeniu uległ dyfer. Jednakże ta awaria nie zniechęciła braci Awramiuków: pokonując dwukrotnie trasę Białystok-Mierki (po lawetę) nad ranem byli na miejscu.
Na bramie wjazdowej witają nas znajome twarze organizatorów, krótkie powitanie, szybka rejestracja oraz zakwaterowanie i motocykle trafiają na zamknięty park maszyn – w sąsiedztwo prawie 200 innych i pod czujne oko profesjonalnej ochrony. Mimo zmęczenia po całodniową jazdą udaliśmy się na wieczorne o zabytkach rozmowy….
Rankiem idziemy oglądać co w tym roku „zasiliło” to największe w Polsce muzeum na kołach. Obok naszych dwóch kółek majestatycznie prężyła się grupa Zundapp-ów KS 750 (kilka sztuk), nieopodal prezentowała się angielska arystokracja w postaci BSA ,Nortona, Triumpha czy też Panther-a. Nie mogło zabraknąć także motocykli z dawnego ZSRR czy NRD jak również naszej rodzimej produkcji od Sokoła po Junaki, czy już powoli pojawiające się motorowery. Duże wrażenie na wszystkich wywarło pojawienie się oryginalnej DKW NZ 250 nigdy nie restaurowanej. Była to jej pierwsza premiera a karteczka z napisem Knecht, przyklejona od nowości na filtrze powietrza, była niczym wisienka na torcie. Takie smaczki robią na mnie największe wrażenie. Innym wartym wspomnienia obrazkiem z parku maszyn był kolega na K-750 któremu silnik odmówił posłuszeństwa. Nie zważając na pogodę rozebrał go i przystąpił do remontu. Organizatorzy też dostrzegli ten „akt odwagi” i podczas Balu Komandorskiego dostał stosowną nagrodę która w pełni mu się należała. Ciekawostką były również Zundapp KS 800 oraz 500 z koszem, BMW z lawetą przystosowaną do przewozu donic z kwiatami zamiast wózka bocznego. Najstarszymi motocyklami na parku maszyn według mojej wiedzy był D-Rad bodajże z1927r oraz Rene-Gillet.
Drugą składową Rotoru – oprócz zlotu i biesiadowania – jest trasa rajdowa. Nie bez kozery ten Rajd jest nazywany wśród uczestników „Rotor Regaty”. W tym roku tradycji też musiało się stać zadość: oprócz gospodarzy, w czasie przejazdu, zawodnikom towarzyszył również deszcz. Jednakże rotorowicze są zaprawieni w takich warunkach i twardo znosili trudy trasy, która wiodła ich maszyny krętymi mazurskimi drogami według itinerera. Po drodze czekały na nich tzw. PKP (nie mylić z koleją) na których musieli się wykazać zdolnościami praktycznymi m.in. w strzelectwie czy też wioślarstwie czy też wiedzą teoretyczną tz zakresu motoryzacji.
Sobota to ostatni etap Rajdu i jak zawsze wystawa na rynku w Olsztynie połączona z gymkhaną, pokazem elegancji i paradą przez miasto. Wieczorem odbył się zaś Bal Komandorski na którym zostały ogłoszone wyniki 35 edycji. Gdy laury zostały rozdane organizator zadbał o coś dla ciała i ducha – w rytmach kapeli rockowej. Jednakże zmęczeni zmaganiami trasy, już po niewielkim nocnym świętowaniu udaliśmy się na nocleg. Niedziela to już szybkie śniadanie, pożegnania z przyjaciółmi i wyjazd naszej „paczki” w drogę powrotną – tym razem już bez niespodzianek dojechaliśmy do domów.
Podjeżdżając pod garaż trasa wyjazdu zamknęła się okrągłą cyfra 700km. Moi koledzy, którzy wzięli udział w Rajdzie po raz pierwszy byli pod ogromnym wrażeniem dobrej organizacji oraz klasy uczestniczących w nim maszyn. Z pewnością powrócą tam za rok – taka jest magia Rotoru. Na koniec chciałbym podzielić się też pewną refleksją – dziękując za ciekawą imprezę koledze Adamowi usłyszałem słowa: ”Zrozum, Rotor to nie miejsce gdzie przyjeżdżacie, Rotor tworzycie Wy. My wam po prostu pomagamy się spotkać…….”
I tak chyba zostanie dopóki fascynacja zabytkowymi motocyklami jest ciągle żywa i nie brakuje prawdziwych pasjonatów…
Przemysław Kopecki









