Zlot Gwiaździsty Bemowo 2011

Zeszłoroczny zlot gwiaździsty zrobił na mnie ogromne wrażenie więc w tym roku postanowiłem również odwiedzić to miejsce. Miałem plan aby pojechać tam nie jako zwiedzający lecz uczestnik – wystawca. Uznałem, że najciekawszym samochodem na tą wyprawę będzie prototyp 126p 650 NP. Przygotowania trwały dość długo. W Maluchu ostatnio „zniknęły prądy”. W tym celu udałem się do elektryka. Naprawa została wykonana poprawnie lecz mimo to postanowiłem nie ryzykować wyjazdu „na kołach” – prototyp rządzi się jednak swoimi prawami. Wypożyczyłem zatem lawetę, którą miałem zamiar przetestować, a kto wie – może nawet kupić – gdyż była przeznaczona do sprzedaży.

Niestety moja radość trwała krótko – przyczepa okazała się po prostu za duża. Zbyt szeroko umieszczone najazdy uniemożliwiły załadunek Fiata, ale ostatecznie mogę zabrać inne auto. Niestety załadunek każdego pojazdu z mojej kolekcji był niemożliwy – laweta okazała się zbyt szeroka nawet dla Skody 105.

Następnego dnia udałem się więc na Bemowo jako obserwator. Będąc na miejscu z ogromnym zdziwieniem stwierdziłem małą ilość wystawców. Być może zniechęciła ich pogoda, która dzień wcześniej była tragiczna, a może przyczyna była inna. W tym roku organizator zastrzegł, iż w wystawie mogą brać udział samochody wyprodukowane przed 1981 rokiem. Parę dni przed rozpoczęciem zlotu granicę podniesiono o 3 lata – być może w niedzielę frekwencja wystawców wzrosła.

Tegoroczna impreza była dedykowana samochodom produkcji niemieckiej lecz gdyby nie spora ilość Mercedesów nie dałoby się tego wcale odczuć. Można było mieć wręcz odmienne wrażenie – że tematem przewodnim mają być samochody amerykańskie – tych nie brakowało. Kolejną dość liczną grupą były samochody krajowe choć w liczbie zdecydowanie mniejszej niż rok temu. Ciekawym akcentem była spora ilość zabytkowych przyczep kempingowych, namiotowych a nawet transportowych oraz próby sprawnościowo-sportowe na specjalnym torze.

Z dużym zaskoczeniem patrzyłem na wystawiane samochody i nie mogłem wyjść z podziwu dlaczego niektórzy właściciele jadąc na wystawę nie kwapili się aby umyć i wypolerować swoje auta. Oczywiście wyjątkiem, którego nie potępiam, były auta „Stada Baranów”. Powszechnie wiadomo, że cześć z nich ma na celu pokazywać stan faktyczny wyeksploatowanych samochodów, przed paroma dniami znalezionych gdzieś w stodole. Ten stan rzeczy akceptuję i nawet popieram.

Pasjonatów z Polski zachęcam do wzięcia udziału w przyszłorocznej edycji. Pamiętajcie, że ta impreza to doskonała okazja aby zaprezentować swoje auto innym, nawiązać nowe kontakty i miło spędzić czas z innymi pasjonatami motoryzacji.

                                                                               Marek Kuc